piątek, 16 sierpnia 2013

Chciałabym usłyszeć Twoją naganę, gdy mówię o sobie źle...


Mruczkowi

  gdzieś na polanie, ponad pół roku od opuszczenia Nicości

Kochany Asmodaeusie,
Kto by pomyślał, co? Zawsze układałam listy w swych myślach do Andergarda. Zawsze. To było jakieś takie automatyczne. Nie chciałam "pisać" do kogoś, kogo miałam tuż obok. To byłoby nie na miejscu, jakbyśmy byli razem, a jednocześnie osobno, ale czyż właśnie nie tak było? Po prostu nie chciałam tego przyznać, ale teraz to nieważne.

Układam w swych nędznych myślach kolejny list, tysięczny z kolei. Pewnie to kolejna paplanina bez znaczenia, ładu i składu, totalnie bezsensowna, ale to pierwszy list do Ciebie, najważniejszy list, jaki miałam okazję układać. Najważniejszy. Zachowam go na wieki, głęboko w sercu, nawet jeśli Śmierć znów mnie zabierze i nie raczy oddać. Będę pamiętała, zawsze i wszędzie, niezależnie od tego, co się ze mną stanie. Kocham Cię.

Było cudownie. Słowo "najszczęśliwsza" nie oddawało w pełni moich uczuć, tego, co działo się głęboko we mnie. Sprawiłeś, że miałam okazję przeżyć najpiękniejszą wiosnę w moim życiu, a była naprawdę piękna. Nawet zmarznięte palce nie były mi straszne na jej początku, ani potem okropna plucha. Szłam wesoło w pochmurne dni przez deszcz, widząc w tym piękno. Stąpałam po tym świecie w pełni szczęśliwa, widząc świat z nowego punktu widzenia, jak gdyby ktoś mi wmówił piękno poprzez hipnozę lub rzucił na mnie czar, który pozwalał mi dostrzegać wszystko w taki sposób, że aż chciało się żyć, chciało się wstawać i iść, iść dalej, dalej i dalej, mimo że nie zawsze było łatwo. Dobrze wiesz o ciężarze życia i w końcu przyznam, że więcej niż ja, o wiele więcej.

Bałam się, że wróci to, co było wcześniej, że Nicość upomni się o swą uciekinierkę. Chciałam, aby do tego nie doszło, ale zawsze wiedziałam, że coś się stanie, coś, co nas rozdzieli i nie pozwoli cieszyć się spokojem i miłością, że coś zniszczy to, co pomiędzy nami było. Cudownie. Mam ochotę płakać, ale to prawda. Strach. Wiedziałeś, jak bardzo się boję każdego kroku, a ten sam strach nie pozwalał mi zapomnieć o Nicości i jej destrukcyjnym działaniu, o tym, że Śmierć nie spocznie, póki mnie nie zniszczy. Miałam rację. Miłość nie ma szans, jeśli chodzi o Śmierć. Poznałam też jej syna. Zwie się Czasem.

Zapełniałeś każdą chwilę mojego życia i nadal będziesz zapełniał, przez długi czas, ale to już kompletnie inna, odmienna rzecz. Teraz wspomnienia bolą, ale są nadal piękne. Sprawiałeś, że podczas rozmów śmiałam się z najdrobniejszych rzeczy. Pamiętasz mój śmiech? To było takie dziwne i piękne, a moje towarzystwo na Ciebie też działo dziwnie i pięknie, czyż nie? Szkoda, że mieliśmy okazję rozmawiać tak rzadko. Dla mnie za mało. Głupia byłam. Unikałam rozmów, a to było takie... Szkoda, że nie mogę tego sobie wkoło odtwarzać od słowa do słowa, od początku do końca, aż zapamiętałabym każde słowo, każdy chichot, każdą sekundę.

Minęło ponad pół roku od dnia, gdy obudziłam się na chłodnym kamieniu w jaskini w górach. Obok Ciebie. Wtedy opuściłam na dobre Nicość i nie musiałam więcej żyć w tej ciemności, w towarzystwie Cieni i praktycznie niczego. Nie musiałam dryfować w pustce, a za to mogłam leżeć na zielonej wiosennej polanie, zagłębiając palce w drobnej i mięciutkiej trawie, beztrosko leżeć i przytulać się do Ciebie, a właściwie to Ty mnie przytulałeś i dziękuję Ci bardzo za te chwile. Byłeś nawet wtedy, gdy zrywałam się w nocy z krzykiem, na ślepo machając dłońmi, nie chcąc wrócić do Nicości. Śniła mi się i to nieraz, a wtedy Ty byłeś. Zawsze. I w burze, gdy myślałam, że zło chce mnie dopaść.

Po tej połowie roku mam tak wiele wspomnień, pięknych wspomnień, że nie mogę wyobrazić sobie tej pustki w głowie, jaką miałam tam, wśród czerni. Bałam się myśleć lub myślałam pesymistycznie. Czasem udawałam, że rozmawiam z Cieniami, ale "dialogi" te urywały się po kilku słowach. Nie chciałam teraz tego wspominać, ale się nie dało. To wracało. Zawsze. Wiesz, że nim Cię poznałam, wymyślałam sobie bohaterów, których uczuciami żyłam? Wiem, denne, ale pomagało. Trochę. Miewałam ciągle te stany, podczas których czułam swoje położenie pełne beznadziejności. Przy Tobie tego nie było, a teraz to wróciło, bo Cię tracę.

Czasem, gdy nie było obok mnie Ciebie, to nawiedzały mnie te okropne wizje, że Cię nie ma, że tamten okres wróci i zazwyczaj pomagały mi wspomnienia o Tobie, chwile, które razem spędziliśmy. Okazało się, że mam słabą pamięć. Tak mało pamiętałam, mimo że chciałam więcej. I wiesz... Uwielbiałam tę potworną słabość do Ciebie. Opowiadałam Ci wszystko, co tylko chciałeś, wszystko. Poznałeś wszystkie moje tajemnice. Nawet poznałeś Nicość moimi słowami, choć mówienie o niej sprawiało, że paraliżował mnie strach, a na plecach czułam kościste palce i powiew chłodu. Mówiłam Ci wszystko, co chciałeś wiedzieć, a ja cieszyłam się z tego powodu. Nie miałam przed Tobą tajemnic, które potem nie pozwalałyby mi spać, nie miałam wyrzutów sumienia i nie czułam się winna, że nie wiesz o mnie wszystkiego. Poznałeś mnie, mimo że jeszcze tyle pozostawało do opowiedzenia.

Uwielbiałam też, jak życzyłeś mi szeptem miłych snów i co z tego, że te słowa nie zawsze pomagały przywołać dobry sen, ale przynajmniej dzięki nim nie bałam się zasypiać. Nawet w nocy, gdy drzewa przypominały Cienie, które odpychały mnie od granic Nicości, o ile takowe istniały. Jesteś niesamowity i dziwiło mnie, że wcześniej, w poprzednim życiu nie zwracałam na Ciebie szczególnej uwagi, ale tak to chyba jest, jak się nie zna za bardzo człowieka. Przechodzi się obok, a w moim przypadku też czeka, aż odezwie się pierwszy. Ty sprawiłeś, że przez moment przestałam czekać, a sama wyrywałam się, by zagadać, by zwrócić Twą uwagę.

Teraz wydaje mi się, że jest już za późno. Pamiętasz moje mury? Zaczynają się budować, bo mi Ciebie brak. Wymykasz mi się i jedynie muskam Cię opuszkami palców, ale nie zauważasz tego. Nie możesz. Ten krótki dotyk sprawia, że na moment odzyskuję cień radości i mam złudną nadzieję, że wrócę, ale to złudna nadzieja. Miałam takich wiele. Znów w siebie wątpię... Cała ja. Ten krótki dotyk, to muśnięcie sprawia, że czuję się kochana, ważna i istniejąca, ale potem, gdy znikasz spod moich powiek, zaczynam płakać dręczona samotnością, która mnie ogarnia, brak mi Ciebie, Twoich słów, dotyku. Mam wrażenie, że wtedy stoję nad krawędzią i patrzę w otchłań chłodnych, wzburzonych wód, ale potem Ty znów się pojawiasz, a ja odwracam się uśmiechnięta, bo faktycznie jestem szczęśliwa, póki znów się nie odwracasz i nie znikasz.

Ale czy to ma jakikolwiek sens? Nasze uczucia? Zabrali mnie, zabrał mnie Czas, gdy Ciebie nie było obok. Przybył do naszego obozu ze swym wojskiem i brutalnie mnie zabrał, nie pozwalając mi uciec. Kontroluje czas, a ja? Co ja mogłam? Nie potrafię walczyć, bo potrzebuję do tego osoby, która wskazałaby mi kierunek, a osoby tej nie mam. Teraz zabiera mnie do siebie, do swego czarnego zamku, który majaczy w oddali, gdzie nie ma już tej pięknej zieleni, słońca, promieni słonecznych na liściach, nie ma pięknego śpiewu ptaków, nie ma miłych powiewów wiatru, ani szczęścia. Są tylko chłodne kamienie, czarne kamienie, które pasują do niego i jego matki. Mogłabym się założyć, że kiedyś rezydowała tam Śmierć, a teraz mieszkał tam On, bezwzględny Czas, który właśnie siedział obok mnie w tym (nawet przytulnym) powozie i tulił mnie do siebie. Jest zimny, twardy, niewygodny, ale najwidoczniej myśli, że może mi pomóc. Może myśli, że jest ciepły, miły i kochany? Może czasem taki jest? Może nie będzie tak źle? Nieważne, właśnie jesteśmy w połowie drogi do zamku, gdzie na moje nieszczęście zamieszkam, ale może On pozwoli mi zapomnieć...

Nie mam pojęcia jak mi będzie, ale nie będzie tam Ciebie, my first, my last, my everything. Nic nie będzie już tak samo. Chciałabym być przy Tobie, wygnać złe wspomnienia i stworzyć nowe, ale... Chciałabym znów zasnąć tulona Twym szeptem do snu, ale... Chciałabym usłyszeć Twoją naganę, gdy mówię o sobie źle, ale... Chciałabym być lepsza, ale... Chciałabym móc, ale... Ale nie mogę. Jestem słaba, niedostrzegalna i niedostępna. Bądź szczęśliwy, beze mnie i nie myśl o moich łzach.

Kocham Cię,
Twoja Marionetka

 

0 komentarze:

Prześlij komentarz