piątek, 3 stycznia 2014

Pytasz czasem, o czym marzę. To właśnie jedna z najczęstszych wizji...

przy jakiejś hałaśliwej rzece Pokoju, któregoś wieczoru smutnego


Asmuszku,

Jestem tu przykuta, nie mam jak opuścić tego miejsca. Coraz częściej trafiam na myśl, która szepcze mi, że go nienawidzę. Mam dość, gdy patrzę na swe ulubione przedmioty. Nie sprawiają mi przyjemności rzeczy, które kiedyś powodowały uśmiech na mojej twarzy, okrzyk radości. Moje serce to olewa, mojego serca, jakby przy tym nie ma. Nie ma go tutaj, nie widzi ono tych cud, które mnie otaczają.

Mogłabym powiedzieć, że je zgubiłam. Jednakże jak mogłam je zgubić u Ciebie, nie będąc tam, nie mogąc tam nawet być? Jak to się stało, że ono tam jest, a mnie tam nie ma? Czemu one mogło, a ja nie? I czemu teraz muszę żyć z okrutnym uczuciem, które wyrywa mnie ku Tobie, chcę być tam, przytulić, pocieszyć? Niech mi to cholerne życie pozwoli, choć dotknąć raz Twego policzka i przytulić się do Ciebie, i stać, nic nie mówić, mówić ciszą, przemijać bezsensownie czas choć krótki. Przy Tobie. I wdychać płucami szczęście, które by się wokół nas rozprzestrzeniało.

Pytasz czasem, o czym marzę. To właśnie jedna z najczęstszych wizji. Ty, ja, ławka i park.

Potem... Potem usiadłbyś na ławce w parku, ja zaś położyłabym się na niej, kładąc swą głowę na Twoich kolanach. Patrzyłabym w Twoje cudowne oczy, słuchając Ciebie, czemu towarzyszyłby wesoły świergot ptaków, rozmowy przechodniów, szum przejeżdżających samochodów. Ty może bawiłbyś się moimi włosami, o ile to lubisz... Nawet nie wiem. Ja zapewne bym to kochała. I znów byśmy przemijali, będąc ze sobą, śmiejąc się, bo ze mnie ubaw można mieć praktycznie codziennie. Może trochę byśmy popłakali, bo, jak dobrze wiemy, złe wspomnienia nie odpuszczają tak łatwo, a potem?

Opuścilibyśmy naszą pierwszą ławkę ze wspomnieniami i ruszyli do mnie? Do jakiejś knajpy? Może właśnie knajpa... Jakaś przekąska. Chyba że wolisz zwykłe kanapki... Ważne, że miałabym Cię przy sobie. Nieważne, czy to w jakieś zatłoczonej kawiarence, czy w moim pustym pokoju. Czułabym się pełna, miałabym przy sobie serce i nie bała się o Ciebie, o to, co się z Tobą akurat w tej chwili dzieje, czy to na pewno nic złego, czy jesteś szczęśliwy w tej chwili, czy się uśmiechasz. Mogłabym oddychać swobodnie, nie obciążana lękami, które zapewne nie mają racji bytu i mogłabym Cię dźgnąć palcem w boczek. Od tak, na zaczepkę i sam dobrze znasz drugi powód.

Nie męczyłabym Cię nielubianymi utworami muzycznymi. Co to, to nie. Puściłabym coś spokojnego, a może nic bym nie włączała, bo cisza z Tobą pewnie nie byłaby już tak straszna. Zaś brak internetu nie przerażałby tak bardzo. Pomyśleć, że kiedyś, w innym świecie, wystarczało nam jedno do życia, kontakt nie był utrudniony, zaś my mijaliśmy się, jedynie szepcząc "cześć" i rozmawiając na koleżeńskie tematy, a potem obudziłeś we mnie miłość i, o zgrozo!, pierwsza wyznałam Ci miłość. Nadal mam wyrzuty dziwne sumienia, mimo że jest cudownie, że w żaden sposób Cię tym nie unieszczęśliwiłam, czyż nie? I było potem świetnie, póki nie porwał mnie Czas... ale to bajka już inna.

Teraz ślęczę w tym świecie, który nazywam Pokojem. Jest tu wszystko, od czekoladowej rzeki począwszy na wrednych ćwierkających ptaszkach skończywszy. Jestem tu praktycznie sama, choć przez "pokój" przechodzi wielu ludzi, jestem sama, choć czasem stos książek wywraca jakieś psisko, jestem sama, mimo że piszę z Tobą, wymieniam listy.

Nie jest perfekcyjnie teraz, w przyszłości pewnie też nie będzie, więc cieszmy się tym, co najlepsze. Moim zdaniem to my i to, co jest między nami. Dla Ciebie nie wiem. Wrzucajmy złe wspomnienia do szuflady z kartką "nieistotne" i cieszmy się dobrem, które nas spotyka, jakieś na pewno Cię spotyka, choć jakiś ułamek wspomnienia? A jeśli naprawdę coś dla Ciebie znaczę, to... Cieszmy się sobą i moimi wariackimi myślami, wsłuchujmy się w dźwięki muzyki, wiedząc że to drugie też tego słucha i być może też to je rozczula, rusza, pobudza jego wyobraźnię. Może być cudownie, gdy tylko pozwolisz nam zbudować własny świat, w którym razem będziemy szczęśliwi. Co z tego, że będzie on wyimaginowany? Tam nie będzie nas ścigała Przeszłość, ta Zła Przeszłość, będziemy tam od niej wolni, będziemy razem niszczyć złe wspomnienia. Będziemy to ciągnąć, póki razem nie doznamy szczęścia płynącego z bycia ze sobą i wspólnego zmagania się ze złem...

Chcesz tego? Czy może nie? Czy może trafnie mam obawy, że Cię do czegoś zmuszam? Tak, czasem mnie to męczy, ale... Nie, nieważne. Zapomnij o tych ciężkich pytaniach. Nawet nie wiem, czy chcę usłyszeć na nie odpowiedź...

Jestem okropna,
Twoja Na Zawsze Przemijająca Marionetka <3


PS. Mimo wszystko, co tam ukrywasz przede mną w swojej główce, jaka by nie była odpowiedź na zadane pytania, nieważne, co wypłynie złego z mych ust, pamiętaj, że Cię kocham i że nie jesteś sam. I tęsknię za Tobą.

0 komentarze:

Prześlij komentarz