wtorek, 5 marca 2013

Chciała, aby silne ramiona objęły ją i uchroniły przed rzeczywistością. Chciała poczuć się bezpieczna...

         Wschodziło słońce, a ona szła przez łączkę, mocząc stopy w porannej rosie. W powietrzu pachniało latem, słychać było bzykanie budzących się pszczółek i innych stworzeń, mniszki otwierały swe żółte kwiatostany, a niektóre rozsiewały już po świecie swoje owocki. W powietrzu unosił się zapach skoszonej trawy i słodyczy wczesnych owoców. Świat trwał w harmonii i niebywałej magii letniego poranka.
         Szła, nie patrząc pod nogi, idąc przed siebie niczym wolny ptak, który wzbija się w powietrze nieświadomy zagrożenia. Dziewczyna chciała żyć pełnią życia i właśnie tego próbowała, rozkoszując się chwilą. Było jej dobrze, a jak mogłoby być inaczej? Tu, w chwili, gdy świat wydawał się być najniewinniejszą ostoją? Szła przed siebie w sukieneczce z cieniutkiego perłowego jedwabiu, która muskała delikatnie zielonkawą trawę. Szła, nie patrząc za siebie. Szła, bo chciała iść na przód i nie cofać się, chciała żyć pełnią życia i nie myśleć o tym, co było... 
         Przeszłość jednak ją ścigała, mroczne palce wyciągając ku jej porcelanowym ramionom. Może nie wyglądała na taką, która skruszy się przy pierwszej lepszej okazji, ale duszę miała twórczą, jedną z tych najdelikatniejszych na świecie, którą niewielki i niepotrzebny podmuch mógł przygnieść, spętać i zniewolić, a Oni biegli za nią wraz ze swą brutalnością. Nie patrzyła za siebie, szła na przód, sunąc po szmaragdowej trawie oświetlanej pierwszymi promieniami letniego słońca.
          Wiedziała już czego chce. Wiedziała, czego szuka tam, przed sobą. Chciała poczuć się kochana, zaistnieć w czyimś sercu i być dla kogoś kimś ważnym. Chciała, aby silne ramiona objęły ją i uchroniły przed rzeczywistością. Chciała poczuć się bezpieczna, a Oni biegli i byli tuż za nią, szarzy, nie pasowali do otoczenia, a wśród nich Ona, Śmierć, w swej uroczej kościstej postaci i w czarnych szatach. Wyciągała właśnie swe kościste palce ku niej, a ona biegła, bo już wiedziała czego chce i nie zważała na zagrożenie. Chciała prawdziwej miłości, chciała Andergarda, ale nie mogła Go mieć. Nie mogła z Nim być, ani z nikim innym, bo została skazana na samotność i cierpienie. 
         Białe palce dotknęły jej, a ona upadła. Potem była już tylko ciemność, Nicość i brak.         

3 komentarze:

Isabella. pisze...

Zaczarowałaś mnie."I Ty mówisz że ciekawie piszę" idealnie pasujące zdanie. I do tego Twoje własne. Dziewczyno to jest wspaniałe.

Przyćmiona blaskiem Twojego talentu,
Isabella.

Unknown pisze...

Łżesz, dziewczyno zielonookiego!

:D

Isabella. pisze...

Ja nie kłamię najdroższa. ;d

Prześlij komentarz