poniedziałek, 17 czerwca 2013

Czuła się taka mała, taka bezbronna w jego objęciu.

Chwyciła mocno wyimaginowaną gałąź, ale nieznana moc i tak ją ciągnęła ku destrukcyjnemu światłu. Nie chciała iść w jego kierunku. Białe światło raniło jej nieistniejące, a może i istniejące, oczy, bolały, nawet i łzawiły bardziej niż wtedy, gdy wspominała pana Andergarda. Teraz bała się tego światła i to bardzo. Nigdy, odkąd znalazła się w Nicości, nic nie zakłóciło idealnej ciemności, jaką zawsze była.  Nigdy i to było normalne, a to COŚ... Zdecydowanie odbiegało od normalnego przemijania w Nicości. Łamało wszystkie prawa panujące w tym świecie i zaprzeczało twierdzeniu, że w Nicości żyjesz myślami. Widziała światło. Musiała je widzieć, choć nie powinna. Może to jej wymysł? Może sama ubzdurała sobie te brutalne światło? Może była masochistką? Albo jednak chciano ją kompletnie zniszczyć. Ale czy przybycie do Nicości nie było właśnie zniszczeniem?

Załkała. Tak bardzo była bezbronna. Nawet Cienie nie chciały jej tu zatrzymywać, nie ciągnęły ją ku środkowi jak to zwykle miały w zwyczaju. Zostawiły ją samą, gdy najbardziej ich potrzebowała. Czuła, że kryją się poza zasięgiem światła, do którego właśnie się zbliżała. Choć może światło zbliżało się do niej? Nie potrafiła już tego ocenić... Wiedziała, że zaraz będzie po wszystkim, więc zacisnęła powieki, czując słone krople wody na wargach. Były ciepłe, a wokół zrobiło się strasznie zimno. Myślała, że światło ją spali, a najwidoczniej zamierzało ją zamrozić. Zamrozić i stłuc jak jakąś porcelanową filiżankę. Zadrżała, próbując skulić się z zimna, jednak jej mięśnie ani drgnęły. Za to poczuła straszny ból  w każdej części swego ciała oraz oddech na swojej skórze. Jęknęła, a przynajmniej tak jej się wydawało. Zabolało ją gardło. Miała sucho w ustach. Usłyszała coś, jakieś dochodzące z daleka dudnienie. Ktoś chwycił ją za dłoń. To z pewnością tak można było nazwać... Dotknięciem. Za bardzo nie pamiętała tego uczucia, ale... Miłe ciepło zadziałało na nią kojąco w tym chłodzie i bólu.

Wracała. Jej serce zaczęło bić szybciej. Serce jej biło i to prawdziwie, a nie w wymyślony przez nią rytm. Biło, a ona odczuwała nie tylko ból, ale i słyszała, czuła, prawdopodobnie widziała... Serce. Jak ono się szamotało w jej piersi. Miała ochotę rozpłakać się ze szczęścia. Odruchowo ścisnęła dłoń, która trzymała ją za rękę. Ktoś przy niej czuwał, ktoś chciał, aby wróciła. Andergard? Nie, wiedziała, że to nie On. Był przeszłością. Nie dostrzegał w niej nikogo innego, aby tą kukłę na sznurkach z teatrzyku, którą miała okazję odgrywać. Nie obchodziło go nic, prócz korzyści, jakie ciągnął ze znajomości z nią. Potem została Marionetką, zwaną czasem Marią, a On zapomniał, jak naprawdę miała na imię. Nikt nie pamiętał jej prawdziwego imienia. Była Marionetką, którą manipulowano, wysługiwano się, mimo wszystko teraz ktoś przy niej był. Komuś była bliższa, a może znów chodziło o... usługi? Jednakże kto by ją przywracał do życia tylko dla interesu? To się nie opłacało... Nie opłacało.

Poczuła kolejną łzę na policzku. Ta jednak miała smak wzruszenia. Ktoś się o nią troszczył, chciał, by wróciła. Takie myślenie było przyjemne i niosło wewnętrzne ciepło. Nie chciała więcej myśleć o wykorzystywaniu, więc przestała. Odrzuciła to w bok i szła dalej, nieważne, czy troska była wymyślona przez nią, czy też nie.

- Eda? - Usłyszała ciepły głos, pełen zmartwienia, troski. Teraz łatwiej było się łudzić. Nie dość, że martwiono się o nią, to w dodatku pamiętał jej imię, prawdziwe miano. Chciała dać znać, że słyszy, ale z jej gardła wyrwało się jedynie szorstkie warknięcie. Nie mogła mówić, przez suchość w ustach. Nawet podczas susz nie doświadczyła aż takiej suchości. Ból rozsadzał jej ciało, przez co znów poczuła spływające łzy. To było dowodem, że woda nadal istniała....

- Ci... Spokojnie. Jestem przy tobie. - Ktoś dał jej pić, a następnie przytulił do siebie, jednocześnie okrywając ją czymś ciepłym. Sam ten gest, zaczął ją rozpalać od środka. W Nicości nikt jej nie przytulał, nikt nie dawał jej oparcia. Czuła się taka mała, taka bezbronna w jego objęciu. Właśnie wtedy, gdy siedziała z głową wtuloną w jego pierś, po raz pierwszy otworzyła oczy.

- Asmodaeus... - Wyszeptała zaskoczona, ale też pewna, że nic jej nie grozi. Była bezpieczna.


//Stary pościk świeżo skończony.

2 komentarze:

Katja pisze...

Lubię to, bardzo to lubię. Nie mam pojęcia zielonego, dlaczego właśnie tak zapałałam miłością do Asmodeusza i wszystkiego, co jest z nim związane... Po prostu. No i lubię Twój styl, choć zakradło się do niego parę błędów - drobnych jednakże.
Cieszę się, że wróciłaś. Bardzo się cieszę.




(Nie chciałabyś może oceniać?)

Unknown pisze...

Nie mam pojęcia, co masz na myśli, pisząc, czy nie chciałabym może oceniać...

Prześlij komentarz